Tak z satelity prezentuje się cały kampus. Czerwoną kropką zaznaczyłem moje "dormitorium", "jurtę", po prostu akademik. Jest ich - jak widać - 14. Każdy ma 3 kondygnacje. Na każdej kondygnacji znajdują się 2 segmenty. W każdym segmencie są 3 pokoje. W każdym pokoju są 2 łóżka. Pytanie: Ile studentów może pomieścić moja uczelnia w akademikach?
Sunday, September 21, 2008
tu mieszkam
Tak z satelity prezentuje się cały kampus. Czerwoną kropką zaznaczyłem moje "dormitorium", "jurtę", po prostu akademik. Jest ich - jak widać - 14. Każdy ma 3 kondygnacje. Na każdej kondygnacji znajdują się 2 segmenty. W każdym segmencie są 3 pokoje. W każdym pokoju są 2 łóżka. Pytanie: Ile studentów może pomieścić moja uczelnia w akademikach?
Friday, September 19, 2008
Kinaliada, policja, basen.
Dnia trzeciego postanowiliśmy wybrać się na jedną z wysp na morzu Marmara. Wyjechaliśmy rano z Maltepe i dotarliśmy do portu Bostanci. Stamtąd popłynęliśmy promem na wyspę Kinaliada. Normalnie podróż trwa 25 minut, ale płynęliśmy dłuższą trasą, która okrąża wszystkie wyspy, kończąc właśnie na naszej. Plaże w okolicach Stambułu są kamieniste, ale można wypożyczyć leżaki z parasolem za jedyne 2,5 lira (niecałe 5 zł). Widoki z wyspy i na wyspie były rewelacyjne. Po solidnym opalaniu wróciliśmy na kontynent... i w tym momencie zaczęło padać. Jak się później okazało, był to zwiastun gorszej pogody, która przyszła wieczorem (ulewa z burzą w Maltepe) i trwa do dzisiaj. Temperatury spadły do 15-20 st., czasem zawieje od morza i jest pochmurnie. Pocieszam się tym, że po Polsce jest jeszcze gorzej (ba, o wiele gorzej).
Nazajutrz czekała nas kolejna misja do wypełnienia. A mianowicie wizyta na policji. Nie, nie - nic złego nie zrobiliśmy, każdy kto chce dłużej zostać w Turcji, musi wyrobić sobie pozwolenie na pobyt. Taka przyjemność kosztuje 100 lirów i cały dzień siedzenia, czekania, wypełniania papierów. Przyjemność więc wątpliwa. Spotkaliśmy się za to z Magdą i Piotrkiem - kolejnymi Erazmusami - którzy mieszkają w Stambule już od miesiąca (przechodzili intensywny kurs tureckiego - z uwagi na poziom trudności języka, potrafią na razie powiedzieć dzień dobry, dziękuję i do widzenia). Po wymianie kilku zdań zostaliśmy zaproszeni na trzy imprezy, z czego na pewno pójdziemy na jedną - u nich w mieszkaniu (postanowili wynająć coś w Kadikoy - porcie leżącym po stronie azjatyckiej, stamtąd można się przeprawić na część europejską). Dziś w nocy przylatują kolejni E. Są nimi Asia i Wojtek z Warszawy. Wojtek był już tutaj na wymianie w zeszłym semestrze i postanowił przedłużyć na kolejny. Asia to jego dziewczyna, która pewnie także wie dużo, więc będziemy się ich trzymać. I tak oto poznaliście całą szóstkę (o Tosi wspominałem w poprzednich postach) Polaków, reprezentujących SWPS w Maltepe University.
Po powrocie z policji poszliśmy na basen, który znajduje się 100m. od mojego akademika. Okazało się, że ma 50 m. Dawno na takim nie pływałem, muszę popracować nad kondycją, bo Michael Phelps ze mnie kiepski.
Dużo atrakcji, dużo emocji, dużo wolnego, dużo imprez. Ale bez przesady.
Nazajutrz czekała nas kolejna misja do wypełnienia. A mianowicie wizyta na policji. Nie, nie - nic złego nie zrobiliśmy, każdy kto chce dłużej zostać w Turcji, musi wyrobić sobie pozwolenie na pobyt. Taka przyjemność kosztuje 100 lirów i cały dzień siedzenia, czekania, wypełniania papierów. Przyjemność więc wątpliwa. Spotkaliśmy się za to z Magdą i Piotrkiem - kolejnymi Erazmusami - którzy mieszkają w Stambule już od miesiąca (przechodzili intensywny kurs tureckiego - z uwagi na poziom trudności języka, potrafią na razie powiedzieć dzień dobry, dziękuję i do widzenia). Po wymianie kilku zdań zostaliśmy zaproszeni na trzy imprezy, z czego na pewno pójdziemy na jedną - u nich w mieszkaniu (postanowili wynająć coś w Kadikoy - porcie leżącym po stronie azjatyckiej, stamtąd można się przeprawić na część europejską). Dziś w nocy przylatują kolejni E. Są nimi Asia i Wojtek z Warszawy. Wojtek był już tutaj na wymianie w zeszłym semestrze i postanowił przedłużyć na kolejny. Asia to jego dziewczyna, która pewnie także wie dużo, więc będziemy się ich trzymać. I tak oto poznaliście całą szóstkę (o Tosi wspominałem w poprzednich postach) Polaków, reprezentujących SWPS w Maltepe University.
Po powrocie z policji poszliśmy na basen, który znajduje się 100m. od mojego akademika. Okazało się, że ma 50 m. Dawno na takim nie pływałem, muszę popracować nad kondycją, bo Michael Phelps ze mnie kiepski.
Dużo atrakcji, dużo emocji, dużo wolnego, dużo imprez. Ale bez przesady.
Tuesday, September 16, 2008
nie ogarniam, sorry
W związku z tym, że - jak już zdążyliście zobaczyć - układ posta totalnie mi nie wyszedł, zamieszczam resztę zdjęć tu. W przyszłości popracuję nad layout'em i usability strony.
różowy samolot i karmelki twarde
Merhaba!
Czy mogło się zacząć lepiej? Chyba nie. Przylecieliśmy różowym samolotem (ku wielkiej uciesze Tosi - mojej towarzyszce podróży i całego pobytu w Turcji). Na lotnisku powitał nas kartką z naszymi nazwiskami przemiły starszy pan. Jak się później okazało szwarny z niego dziadzio - jechał 160km/h średniej jakości autem. Po chwili przekroczyliśmy progi Uniwersytetu Maltepe zwanym też kompleksem Marmara Egitim Koyu (na nasze w przybliżeniu Uniwersytet Bałtycki). Dostaliśmy klucze do pokoi od szefa współpracy międzynarodowej - Burcin O'Sullivan (niech nazwisko Was nie zmyla - ma męża, typowego amerykanina). Rano, czyli o 11 mieliśmy spotkanie z nią, połączone ze zwiedzaniem kampusu i śniadaniem w kawiarni. Na terenie kampusu znajduje się też liceum i gimnazjum, hotel 5cio gwiazdkowy, restauracje, kawiarnie, sklep. Darmowe autobusy odjeżdżają tu do Maltepe (dzielnicy Stambułu, położonej nad morzem Marmara) co godzinę od 8 do 24. Wszystko położone jest na wyżynie (jeszcze nie sprawdziłem ile m.n.p.m., ale dużo bo czuje w uszach jak się zjeżdża busem). Wszystko wygląda ładnie i czystko (jak widzicie na zdjęciach). Po krótkiej orientacji w terenie poszliśmy na basen do tego hotelu. Parę godzin leżenia i kąpania zwaliło nas z nóg. Nie zważając na to pojechaliśmy wieczorem do Maltepe. Zobaczyliśmy fajny meczet i zjedliśmy kebaba. Dzisiejszy dzień też przyniósł wiele dobrego. Okazało się, że poprzedni Państwo Erasmusowie zostawili pełno rzeczy, które można wziąć (m.in. talerze i deski do krojenia, których nie mieliśmy, a nie ma tego "na stanie" - Tato, mówiłem, żeby wziąć?, hę?). W końcu mamy KOSMOS! (tak ładnie kiedyś ktoś w "Mleczarni" nazwał bezprzewodowy internet, z tego miejsca chciałbym też pozdrowić Basię W.;]). Kolejna wizyta w Maltepe zaowocowała dużymi zakupami, za które zapłaciliśmy mniej więcej tyle co w Polsce. Jutro wycieczka na jedną z wysp na Bosforze, będzie plaża, nicnierobienie. Postaram się kupić kartę turecką, jak to zrobię - dam znać. A teraz najważniejsze ujęcia:
Subscribe to:
Posts (Atom)