Wednesday, October 15, 2008

nowe zdjęcia, nowe zajęcia!

"Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej". Mój aparat odżył i znowu robię zdjęcia. Na uczelni zaczęły się zajęcia. Turecki jest trudny, nauczyciel niechętnie mówi po angielsku. Zapisałem się na 48 pkt. ECTS, żeby później z niektórych zrezygnować (tych, które mi się nie spodobają). Dzisiaj Pani Profesor spóźniła się 40 minut przez korki - wybaczam, bo jest przemiła i prowadzi ciekawie zajęcia (Cultural Psychology). W planach wyjazdy do Izmiru i w okolice Syrii. Poznaję coraz więcej ludzi, na facebook'u też mi rośnie. Trzymam formę, się pływa. Jem kumpir, baklavę i künefe - jak wróce to postaram się odtworzyć to niebo w gębie. A jak tam u Was, ptaszki?

Friday, October 3, 2008

życie.

Witam, witam - żyję, jestem cały i zdrów (no może nie do końca, przeziębiłem się przez klimatyzacje w autobusie i jestem jakiś niewyraźny). Nie pisałem wcześniej, bo najzwyczajniej nie miałem czasu. I nie dlatego, że studiuję - o nie! Prawie każdy dzień spędziłem poza kampusem. Teraz, gdy są wakacje (Bayram, po Ramazanie) na uniwerku można spotkać tylko psa i ochroniarza. Od czasu do czasu przyjdzie sprzątaczka posprzątać pokój, ale ja niestety tego jeszcze nie doświadczyłem (a przydałoby się - nie to żebym był jakimś syfiarzem, ale od 3 tygodni nie było tu odkurzane, samemu się nie da, brak stosownych urządzeń). I wiecie co? Nawet już mi się humor poprawił jak piszę tego posta (zbierałem się do napisania z wielkim obrzydzeniem - a to, że tyle się działo, że nie wiem co właściwie napisać, że nikt mnie nie czyta, że nikt nie komentuje, "aż mi się chce wyjść z kina!"), bo pomyślałem o Was, o czytelnikach, o ludziach!

Przez ostatnie dwa tygodnie wydarzyło się wiele, rzeczy ważniejsze i mniej ważne, ale wszystkie one sprawiły, że zadomowiłem się tutaj (wrócę przecież!). Już nawet dziwny zapach pościeli mnie nie przeraża, a pan ochroniarz z ekscytacją reaguje na hasło "Erasmus". Panowie z bufetu wiedzą już co lubię zjeść najbardziej, a tylne miejsca w żółtym, uniwersyteckim autobusie są zarezerwowane dla nas.

Ważnym momentem dotychczasowego pobytu była impreza erazmusów na Modzie w Kadikoy (mapy.google.pl i szukamy, tutaj urodził się też Orhan Pamuk, turecki noblista, którego książkę o Stambule czytam jak natchniony - dzięki Dora ). Otóż zgromadziło się tam w szczytowym momencie ponad 40 osób, z 10 państw. To był mój pierwszy raz, więc rozumiecie ekscytację. Miło było posłuchać ludzi z różnych zakątków Europy, jakie są ich wrażenia, jakie problemy (zazwyczaj mieliśmy podobne - urzędy, papiery, szukanie mieszkania itp.). Impreza trwała do 4 rano, następnego dnia właściciel zrobił niezłą borutę i wprowadził nowe zasady w mieszkaniu (wiedziałem, że dobrze robię decydując się na akademik). To było niezłe doświadczenie, złapałem kilka kontaktów... i na tym zakończę ten wątek.

Minione dwa tygodnie to także zwiedzanie tego miasta. 14 mln ludzi, 31 dzielnic, 150 km. szerokości czyli Stambuł. Cieśnina Bosfor robi wrażenie, mnóstwo statków, promów, motorówek, dwa mosty i pełno bogatych rezydencji na brzegach. To miasto kotów, z niecierpliwością wyczekujących w portach na kutry rybaków. Spuścizna starej cywilizacji bije po oczach, lecz coraz częściej zostaje ona wypełniona bezmyślnie jakimś teraźniejszym kiczem. Jak pisze Pamuk, to miasto ludzi, którzy godzą się z faktem, iż Stambuł nigdy już nie odzyska takiej świetności jak za czasów Wielkiego Imperium.

Ludzie. Bardzo różni, w zdecydowanej większości bardzo pomocni i mili. Czasem wręcz nadgorliwi. Konserwatywni i bardziej liberalni. Można ich poznać po strojach. Moja dzielnica - Maltepe - należy to bardziej konserwatywnych. Kobiety chodzą opatulone w chusty, od stóp po oczy. Są też inne dzielnice - takie jak Kadikoy - gdzie czujesz się jak w centrum dużej, zachodnio-europejskiej metropolii. Nie mogę tylko zrozumieć ich metodologii marketingu. Jak nie chcę, to nie kupię! Jak nie chcę, to nie wsiądę, więc po co trąbisz, po co zachęcasz? Ale nic to, przyzwyczaiwszy.

Najbliższe dni to - w końcu - szkoła. Zaczęła się zjeżdżać brać studencka. - Hello, I'm Ahmet, how are you? - I'm fine, and you? - Sorry, I don't understand. A ja się nauczę tureckiego i będzie pięknie.